Czy ubrania mogą wpływać na to, jak postrzegamy siebie? O modzie, akceptacji siebie i tym, jak ubrania wpływają na nasze samopoczucie.

Moda często wydaje nam się czymś powierzchownym. Przez wiele lat wmawiano nam, że dziewczynka ma być przede wszystkim miła i SKROMNA, najlepiej żeby nie rzucała się w oczy. Ale to nie znaczy, że tak ma być do dziś.
Ubrania, kolory, fasony, trendy i dodatki to elementy, które na pierwszy rzut oka mają po prostu sprawić, że dobrze wyglądamy i dobrze się czujemy. Ale sposób, w jaki się ubieramy, bardzo często mówi o nas znacznie więcej.
Moda mówi o tym, jak postrzegamy swoje ciało. O tym, na ile pozwalamy sobie być widoczne i zauważalne. O tym, czy czujemy się wystarczająco atrakcyjne. I w końcu o tym, czy ubieramy się dla siebie, czy przede wszystkim po to, żeby spełnić oczekiwania innych.
Dlatego moda może być czymś znacznie ważniejszym niż estetyka. Może stać się narzędziem poznawania siebie, budowania pewności siebie i stopniowego akceptowania własnego ciała.
Nie chodzi oczywiście o to, że odpowiedni strój rozwiąże wszystkie nasze problemy. Chodzi raczej o to, że to, co nosimy, jest jednym z codziennych sposobów komunikowania się ze światem.

Z pewnością znasz to uczucie, kiedy zakładasz coś i nagle prostujesz plecy. Innego dnia wybierasz ubranie, w którym cały czas poprawiasz rękawy, zasłaniasz brzuch albo zastanawiasz się, czy ktoś patrzy na Twoje nogi.
Te dwa doświadczenia dotyczą tej samej osoby. Czasem dzieli je zaledwie jeden dzień. Różnica może tkwić właśnie w ubraniu, w tym, jak się w nim postrzegamy i, co najważniejsze, jak się w nim czujemy danego dnia czy w danym momencie.
Psychologia od dawna przygląda się zależności pomiędzy ubraniem a naszym samopoczuciem. Jednym z pojęć pojawiających się w tym kontekście jest enclothed cognition, odnoszące się do wpływu, jaki znaczenie przypisywane ubraniom oraz samo ich noszenie mogą mieć na nasze myślenie i zachowanie.
Nie oznacza to oczywiście, że konkretna rzecz automatycznie doda nam pewności siebie. Pokazuje jednak, że ubranie nie zawsze jest dla nas całkowicie neutralne. Może wpływać na to, jak postrzegamy siebie, jaką przyjmujemy postawę, jak komfortowo się czujemy i z jakim nastawieniem wchodzimy w daną sytuację.
Możemy używać ubrań, żeby lepiej się ze sobą czuć, ale możemy też używać ich do ukrywania siebie.
„Nie założę tego, bo mam za grube ramiona.”
„Nie noszę jasnych kolorów, bo powiększają.”
„Nie mogę założyć krótkiej spódnicy w moim wieku.”
„Nie wypada mi nosić obcisłych rzeczy.”
„Najpierw muszę schudnąć, a dopiero później kupię sobie coś ładnego.”
W takich zdaniach problemem często nie jest samo ubranie, ale przekonanie, że nasze ciało musi się najpierw zmienić, żebyśmy mogły pozwolić sobie na określone rzeczy. To społeczne przekonania, które z czasem nauczyłyśmy się traktować jak zasady. A przecież nie o tym jest dzisiejsza moda ani świadoma praca nad własnym stylem.
Spróbuj więc zamienić pytanie:
„Co najlepiej ukryje to, czego w sobie nie akceptuję?”
na:
„Co pomoże mi poczuć się dobrze?”
To ogromna różnica, bo Twój styl nie powinien być karą dla Twojego ciała.
To jedno z najbardziej szkodliwych przekonań związanych z ubraniami.
W praktyce bardzo często oznacza to frustrację i odkładanie życia na później. Na później odkładamy sukienkę, w której czujemy się świetnie. Na później zostawiamy dobre jeansy. Na później pozwalamy sobie na odważniejszy fason. Na później odkładamy eksperymentowanie ze stylem.
Tylko że ciało, które mamy dzisiaj, również zasługuje na ubrania, które są wygodne, piękne i zgodne z naszym stylem.
Nie oznacza to, że musimy kochać każdą część swojego ciała i zachwycać się własnym wyglądem 24 godziny na dobę. Ale może warto przestać codziennie je oceniać i dać sobie trochę oddechu?
Możemy chcieć coś w sobie zmienić, zadbać o kondycję, zmienić fryzurę, eksperymentować z makijażem czy nauczyć się lepiej ubierać, a jednocześnie akceptować siebie. Te rzeczy nie muszą się wzajemnie wykluczać.
Różnica tkwi przede wszystkim w motywacji.
A co, jeśli zamiast myśleć: „muszę się zmienić, żeby być wystarczająco dobra”, pomyślisz: „jestem wystarczająco dobra już teraz, a jeśli chcę coś zmienić, robię to dla siebie”?
To zupełnie inna perspektywa, prawda?
Nie ubieramy się po to, żeby zasłużyć na akceptację. Ubieramy się po to, żeby wyrażać siebie i czuć się dobrze z tym, kim jesteśmy.
Jednym z powodów jest to, że przez lata uczymy się patrzeć na siebie oczami innych. Komentarze rodziny, uwagi rówieśników, social media, reklamy czy algorytmy codziennie pokazują nam określony typ sylwetki, twarzy czy stylu życia.
Nie od dziś wiadomo, że częsta ekspozycja na idealizowane obrazy w mediach społecznościowych może wiązać się z większym niezadowoleniem z własnego wyglądu. W efekcie zaczynamy porównywać swoje codzienne ciało z czyimś starannie wybranym ujęciem. A później próbujemy dopasować do tych oczekiwań również swoją garderobę.

Akceptacja siebie nie zawsze zaczyna się od wielkiej zmiany. Czasami zaczyna się od bardzo małego kroku.
Załóż kolor, którego do tej pory unikałaś. Wybierz fason, który zawsze uważałaś za „nie dla siebie”. Zostaw w domu czarny płaszcz i spróbuj innego koloru. Pokaż nogi. Podkreśl talię. Załóż biżuterię, która wydaje Ci się odrobinę za odważna albo zarezerwowana wyłącznie na specjalną okazję.
Nie po to, żeby udowodnić sobie, że każdy może wszystko, ale po prostu po to, żeby sprawdzić, jak będziesz się z tym czuć.
To bardzo zdrowy sposób eksperymentowania ze stylem, ponieważ nie wymaga od nas natychmiastowej pewności siebie. Możemy na początku czuć się trochę niepewnie albo po prostu inaczej niż zwykle. Możemy też potrzebować czasu, bo budowanie własnego stylu to proces.
To ważne szczególnie wtedy, kiedy zaczynamy wychodzić poza swoją strefę komfortu.
Jeżeli przez lata nosiłaś wyłącznie dopasowane marynarki, pierwsza bardziej oversize’owa może wydawać Ci się za duża i przerysowana, nawet jeśli w rzeczywistości świetnie buduje proporcje sylwetki. Jeżeli zawsze wybierałaś czerń, kolor może wydawać się zbyt mocny. Jeżeli nigdy nie nosiłaś krótkiej spódnicy, możesz mieć wrażenie, że tego dnia wszyscy patrzą tylko na Ciebie.
A to wszystko niekoniecznie oznacza, że dana rzecz Ci nie pasuje. Czasami oznacza tylko, że nie jesteś jeszcze przyzwyczajona do oglądania siebie w takiej wersji.
Dlatego warto dać sobie chwilę. Spójrz w lustro, przejdź się, usiądź, zobacz siebie w naturalnym świetle, zrób zdjęcie i dopiero wtedy zdecyduj.
W dobrze funkcjonującej garderobie nie chodzi o to, żeby znaleźć ubrania, które sprawią, że nagle przestaniemy mieć kompleksy. Chodzi o to, żeby znaleźć rzeczy, w których możemy po prostu normalnie żyć. Pracować, spotykać się z ludźmi, podróżować i nie zastanawiać się przez cały dzień nad tym, czy brzuch dobrze wygląda z boku.
Bo kiedy ubranie jest odpowiednio dopasowane do naszego ciała, stylu życia i osobowości, zaczynamy o nim zapominać. I właśnie o to chodzi.
Nie musisz też od razu zmieniać całej garderoby. Zacznij od kilku prostych pytań:
1. W czym czuję się najbardziej sobą?
2. Które ubrania sprawiają, że przestaję skupiać się na swoim ciele?
3. Czego unikam wyłącznie ze względu na kompleks?
I czy to naprawdę mój wybór, czy może cudza opinia, którą z czasem przejęłam?
4. Czy kupuję ubrania dla obecnej wersji siebie?
5. Jak chcę się czuć w ubraniu?
Dopiero później szukaj rzeczy, które pomogą Ci osiągnąć właśnie ten efekt.
I właśnie w tym tkwi jej największa wartość.
Nie w tym, że odpowiednia sukienka sprawi, że będziesz wyglądać „lepiej”. Nie w tym, że konkretny fason ukryje każdą rzecz, której w sobie nie lubisz.
Ale w tym, że możesz zacząć podejmować decyzje dotyczące swojego wyglądu z poziomu wyboru, a nie wstydu.
Możesz nosić czerwień, bo ją uwielbiasz. Możesz wybierać oversize, bo lubisz przeskalowane sylwetki. Możesz podkreślać talię albo tego nie robić. Możesz zakrywać nogi albo je odsłaniać. Możesz śledzić trendy albo całkowicie je ignorować.
I nie musisz uzasadniać żadnej z tych decyzji swoim rozmiarem, wiekiem czy typem sylwetki.
A kiedy moda przestaje być narzędziem do poprawiania siebie i zaczyna być sposobem na poznawanie siebie, ubrania przestają być tylko ubraniami.
Stają się częścią relacji, jaką mamy ze sobą.
I właśnie dlatego moda może mieć z psychologią znacznie więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać.
0 Komentarzy
Zaloguj się lub utwórz konto, aby zobaczyć komentarze
Utwórz kontoZaloguj się